Recent News

Newsletter

[contact-form-7 404 "Not Found"]
 

Zawód: influencer, czyli kilka słów o mądrej promocji restauracji.

Strona główna / Wszystkie  / Błędy restauratorów  / Zawód: influencer, czyli kilka słów o mądrej promocji restauracji.

Są słowa, których nie lubię używać. Oj nie, wcale nie mówię o tych spoza słownika! Wszelkie odmiany kobiecych zawodów, jak prawniczka, ginekolożka, itp, kontent (specjalnie „spolszczam”), hipster (chyba już passe), czy influencer (powinnam napisać influłenser prawda?). Dlaczego? Bo powstają z dnia na dzień, w oparciu o świat, który wraz z rodzącym się poczuciem wartości porównanym do ilości followersów (oj, znów powinnam napisać follołersów!), uczy nas nowego podejścia do życia.

Bo kim jest prawniczka, ginelolożka, pilotka (?!). To przecież w pełni szanowane zawody wykonywane przez płeć piękną. Pani pilot ma te same uprawnienia co Pan pilot. A Pani prawniczka śmiało odnajduje paragrafy nie gorzej niż Pan prawnik, mylę się?

Hipster zszedł na drugi plan, bo kiedyś to rozpieszczone przez nowobogackich rodziców dziecko, które biegało od knajpy do knajpy wydając ciężko zarobione pieniądze rodziców i meldując się w nich, tym samym tworząc wirtualny obraz swojej osoby. Dziś ten sam człowiek podniósł nos do góry i powiedział swoim „starym”: będę influłenserem. Wiem, jak stworzyć kontent za wasz hajs, będę miał dużo follołersów, będę bogaty. Bang!

Biega to dziecko po knajpach, hotelach, melduje się, farbuje włosy, bierze udział w festiwalach, ubiera tak, jak każe SYSTEM. O pardon, to słowo nie z czasów tejże osoby. Bo system rządzi w bankach, na komputerach, w korpo. Ale to nie miejsce dla niego (niej, whatever). On/Ona buduje swoją postać w social mediach stając się owym INFLUENCEREM.

Odwiedza restauracje, hotele, nawet budki z lodami mówiąc: mam rzeszę fanów, dajcie coś za darmo to Was wypromuję. Tylko kiedyś fanów mieli dobrzy piosenkarze, mądrzy politycy i ludzie, którzy mieli jakąś wiedzę lub talent. Dobra Pani ginekolog, co prowadziła ciążę, Pan pilot świetnie latający na akrobacji, ogólnie – człowiek z zawodem. Dziś wydaje nam się, że lajk na Faceboooku, serduszko na Instagramie, czy TikToku (konto z ponad 30 milionami śledzeń, serio?) to cały nasz świat.

Prawda jest taka, że jeśli ktoś mieszka w małym mieście, to jego świat w porze lunchowej to lokal, który go nakarmi sprawnie i za dobre pieniądze, a w stolicy zaoferuje fajną promocję na wypad ze znajomymi w mniej oczywistym czasie niż piątek wieczorem.

Wybaczcie, choć powinnam napisać bardziej na czasie używając słowa „sorki” – nie zawsze wszystko opiera się o serduszka, wystarczy odłożyć telefon, jeśli jesteś kimś, kto chce czasem wyjść na „miasto”, wydać kasę zrobioną przez siebie (!) i po prostu dobrze się bawić.

Jaki mam dla Was tym samym przekaz? Restauratorzy, miejcie to ostatnie zdanie częściej na uwadze – zanim najważniejsza będzie dla Was kontent, który ma się nijak do rzeczywistości, ilość folołersów, a nie gości w lokalu oraz lajki i sztuczne opinie zamiast szczerego dziękuję kogoś, kto właśnie wychodzi z Waszego lokalu. Serduszko <3 😉

Brak komentarzy
Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.